Energa zakończyła kooperację z byłym wiceministrem, który to współtworzył Prawo wodne

Dom - Z kraju - Energa zakończyła kooperację z byłym wiceministrem, który to współtworzył Prawo wodne

26.07.2019-77 widoki -Z kraju

Energa zakończyła współpracę z Mariuszem Gajdą

Energa zakończyła współpracę spośród byłym wiceministrem środowiska Mariuszem Gajdą. - Zakończył się etap jego działalności po naszej Grupie i nie jawi się być już naszym współpracownikiem - poinformował w czwartek TVN24 Adam Kasprzyk, rzecznik prasowy firmy. Jak dodał, Gajda w Enerdze był poważny za sprawy wodne.

- Nie jest zagadką, że jesteśmy ciałem doradczym i konsultantem przy ewentualnej budowie tamy w Siarzewie, mamy grupę współpracowników i pan Mariusz Gajda nie zaakceptować jest jedyną osobą, która zakończyła współpracę przy tymże projekcie w tym samym terminie - dodał.

Rzecznik prasowy pytany o powody zakończenia współpracy, wskazał, że były wiceminister otoczenia "wykonał swoje zadanie, które dla nas (Grupy Energa - red. ) świadczył i nie współpracujemy już z panem Mariuszem Gajdą".

Informacja zbiega się w trakcie z reportażem "Superwizjera" o nowej ustawie Upoważnienie wodne, przy tworzeniu jakiej Mariusz Gajda odegrał kluczową rolę. Projekt był ponieważ projektem rządowym i stanął pod jego osobistym kierownictwem w Ministerstwie Środowiska.

Prawo wodne to 1-a z największych pod względem objętości ustaw przyjętych przez Sejm obecnej kadencji. Jej finalna wersja ma więcej niż 400 stron i wiąże od początku tego r.. Kompleksowo reguluje gospodarkę wodno-ściekową i utworzyła nowy urząd centralny - Wody Polskie.

Kluczowa poprawka

Droższy urlop nad jeziorem. Świeża opłata może się odbić na kieszeniach turystów

"Superwizjer" ujawnił w ubiegłym tygodniu, że w trakcie prac ponad ustawą doszło do zmiany kluczowego przepisu. Ostatecznie przyjęto bowiem, że to H2o Polskie, w drodze przetargów, kupią prywatnym podmiotom urządzenia do odwiedzenia pomiaru ścieków.

Jednak po pierwotnym tekście ustawy nie było tych przepisów.

Pojawiły się na prekursorskim etapie prac rządowych, tuż przed wysłaniem ustawy do Sejmu. Do tej pory fabryki czy oczyszczalnie ścieków same musiały sobie kupić urządzenia do pomiaru ścieków.

- [Przepisy - red. ] zostały przerobione nie wiadomo przez kogo i nie ma chętnego, który by się dodatkowo przyznał - mówił człowiek biznesu Adam Kloska w rozmowie z Robertem Sochą, reporterem "Superwizjera".

Kloska wydaje się być wiodącym producentem instalacji do pomiaru ścieków. W przetargach skutecznie konkuruje z przedsiębiorstwami, które oferują znacznie droższy sprzęt zachodni. Urządzenia firmy Kama pracują w setkach polskich miejscowości, w elektrociepłowniach, fabrykach, oczyszczalniach ścieków.

Kloska już w trakcie prac w Sejmie po ubiegłym roku alarmował, iż w następstwie poprawki "Polscy producenci nie będą mieli nawet najmniejszej szansy konkurować z siłami zachodnimi".

- Jestem przekonany, że ten zapis jest szkodliwy, został stworzony w określonym celu - czysto finansowy, nie gwoli dobra państwa, tylko ktoś sobie go wpisał, aby osiągnąć korzyści - dodawał w rozmowie z reporterem "Superwizjera". Według Kloski, na zapisie widać, że to ktoś w Wodach Naszych. Jednak - jak klarował - Wody Polskie w jakimś miejscu te urządzenia muszą nabyć, więc ktoś na naszym również zarobi, ale odrzucić będzie to żadna nasze państwo firma.

Zgodnie wraz z nowym Prawem wodnym, urządzenie musi mieć popularne zatwierdzenie typu, czyli certyfikat przyznawany przez Główny Urząd Miar. Jednak nie zostały jeszcze opracowane standardy w tej sprawie, bo to wielomiesięczny proces. W efekcie Adam Kloska oraz inni polscy producenci, nie mogą w tym momencie zaoferować swoich urządzeń. Mogą to za to robić zagraniczni producenci, których ekwipunek ma równoważne certyfikaty.

Po emisji materiału H2o Polskie wydały oświadczenie, po którym podkreśliły, że nie zaakceptować podjęły jeszcze żadnych prac zmierzających do wyboru dostawcy urządzeń do pomiaru odprowadzanych ścieków i że adekwatnie z Prawem wodnym nastąpić to powinno do samego końca 2020 roku. "Zależy nam na tym, by cały ten proces przebiegał transparentnie i na równych zasadach poszczególnych przez prawo" - napisano.

Kto jest pisarzem?

Reporter "Superwizjera" wypatrywał odpowiedzi na pytanie, który jest autorem zmiany. Nikt z urzędników nie zgodził się na rozmowę zanim kamerą. Pytania zostały przekazane także pisemnie do rządu i do kilku ministerstw, jednak odpowiedzi były publiczne i wymijające.

Przedsiębiorcy zapłacą za h2o dwa razy. "To szczególna sytuacja"

Najbardziej konkretnie odpowiedziało Rządowe Centrum Legislacji. Wraz z odpowiedzi wynika, że tak zwana Komisja Prawnicza, działająca w zakresie Rządowego Centrum Legislacji, nie redagowała tego nakazu, choć powinna. Przepis jest wprowadzony samodzielnie, na ostatecznym etapie prac przez organ wnioskujący, czyli w naszym przypadku ministerstwo środowiska, które reprezentował wiceminister Gajda.

Odpowiedzi na pytanie reporter wypatrywał także w Sejmie. Posłem najlepiej znającym ustawę wydaje się być Anna Paluch, bo wówczas ona kierowała pracami podkomisji. Była także posłem sprawozdawcą i na forum Sejmu tłumaczyła sens i osadzenia ustawy. - Pojawił się ten przepis w przypadku kiedy przedstawiciele rządu uznali, hdy warto się pochylić nad postulatami strony społecznej - tłumaczyła w rozmowie "Superwizjerem" poseł PiS Anna Paluch.

Pytana, kto wprowadził ten przepis, odpowiedziała, iż "albo Izba Gospodarcza, lub odbiorcy usług ze witryny Wód Polskich". - Tyle mogę powiedzieć tak bez sięgania do notatek, musiałabym przeanalizować moje dokumenty - dodała.

"Wymóg unijny"

Mariusz Gajda był pytany o materiał "Superwizjera" w czwartek. W rozmowie z TVN24 stwierdził, hdy zmiana była przyjęta w komitecie stałym Rady Ministrów, który jest organem kluczowym. Jego zdaniem omawiany zapis nie pojawił się na koniec prac, ale w pierwotnego trakcie, na żądanie m. in. ministra energii.

- A także zatem, że jest to potrzeba unijny. Zwrot kosztu propozycji wodnych, czyli główna ta cała sprawa jest połączona z ramową dyrektywą wodną, a jednocześnie z warunkami ex ante, czyli uzyskaniem przez Polskę możliwości wykorzystania 3, 5 mld zł. Jest to realizacja tegoż zapisu "zanieczyszczający płaci", dokąd nakłada się opłaty w wszystkich użytkowników. Jak dodać opłaty jeżeli bóg wie, jak wiele tej wody pobierają, bądź ile zrzucają ścieków? Powinny być urządzenia pomiarowe a mianowicie powiedział Gajda.

Związane z